Aby urodzić dziecko, trzeba wynająć mieszkanie w innym mieście. Dramat matek z Leska
— Przy pierwszym porodzie wzięłam torbę i poszłam na nogach do szpitala — opowiada pani Żaneta z Leska na Podkarpaciu. Gdy w grudniu na świat miała przyjść jej druga córeczka, porodówki na miejscu już nie było. Musiała jechać do Rzeszowa. — Dwie i pół godziny drogi. A jeszcze remonty, śnieg… Ja byłam przerażona — dodaje.